Adrian Miedziński oficjalnie pożegna się z torem. Kiedy odbędzie się wydarzenie?
Adrian Miedziński oficjalnie pożegna się z żużlowym torem.

Szacowany czas czytania: 02:31
Były reprezentant Polski i wychowanek toruńskiego klubu planuje pożegnalny turniej na Motoarenie. Wstępnie wyznaczono datę na 27 marca tego roku. Impreza ma mieć derbowy charakter – na torze zmierzą się drużyny z Torunia i Bydgoszczy, klubów kluczowych w karierze Miedzińskiego.
Przypominamy, Miedziak ogłosił zakończenie kariery pod koniec 2024 roku, po długiej rehabilitacji związanej z poważnym wypadkiem. Pożegnalny turniej ma być symbolicznym zwieńczeniem jego kariery. Szczegóły wydarzenia są jeszcze dopracowywane.
Tak więc: zaczynałem w Toruniu, kończyłem w Bydgoszczy i teraz można zrobić fajne derby. Każdemu zawodnikowi marzy się, by godnie uwieńczyć swoją karierę. Cały czas mam to gdzieś z tyłu głowy i takie plany są. Pojawiały się też zapytania od kibiców czy będzie coś takiego, czy będą mogli przyjść i zobaczyć, więc próbuję to wszystko zorganizować, żeby faktycznie doszło do skutku.
Plan jest taki: 27 marca. Mogę już zdradzić, że chodzi o mecz Toruń–Bydgoszcz. Brakuje nam derbów, tych emocji, spotkania zawodników i kibiców. To także zawody, w których debiutowałem – w 2002 roku po raz pierwszy pojechałem w Toruniu w meczu przeciwko Polonii Bydgoszcz. To pewnego rodzaju zwieńczenie historii: zaczynałem w Toruniu, kończyłem w Bydgoszczy. Oczywiście była jeszcze przygoda, rok w Lesznie, ale to był dla mnie ważny etap, który pozwolił wrócić do pełni formy.
Wizyta Adriana Miedzińskiego w studiu Radia GRA była okazją nie tylko do zapowiedzi turnieju na Motoarenie, ale też do wspomnień z początków jego żużlowej przygody:
Widziałem, jak zawodnicy trenują na Broniewskiego. Był tam też mały tor i małe motorki. Pomyślałem wtedy: ja też chcę spróbować. Miałem dwanaście lat i tak zaczęła się moja historia. Motocykl był klubowy, ten mały, mini. Tata pomógł mi go poskładać i odbudować, bo wiadomo, nie były to najnowsze rzeczy. Tak właśnie zaczęła się moja przygoda. Później pojawił się Jan Ząbik. Z Karolem razem dorastaliśmy i rozwijaliśmy się sportowo. Od małego byłem w tym środowisku.
Tata zdobywał złoto, kiedy miałem roczek, a gdy miałem pięć lat, był już trenerem. Od najmłodszych lat przebywałem w parku maszyn, wśród motocykli. Widziałem to wszystko, miałem z nimi stały kontakt. Pamiętam, że bardzo chciałem motorynkę, płakałem o nią. A potem tak długo jej nie miałem, że w końcu o niej zapomniałem.
Pewnego dnia tata zabrał mnie do znajomego, do garażu. „Masz, proszę” – powiedział. Oczy mi się otworzyły. Byłem ogromnie szczęśliwy. Moim pierwszym motocyklem była więc motorynka. I to jest ważne przesłanie dla młodych zawodników: warto zaczynać od mniejszych motocykli czy nawet rowerków, żeby od początku mieć styczność z dwoma kółkami
– wspominał były zawodnik Apatora, a obecnie ekspert Canal+Sport.