Udany początek play-offów. CUK Anioły Toruń prowadzą w ćwierćfinale!
CUK Anioły Toruń udanie rozpoczęły fazę play-off. W pierwszym meczu ćwierćfinału przed własną publicznością pokonali Avię Świdnik 3:0.

Szacowany czas czytania: 03:02
Trener Marcin Kryś nie kombinował i od początku postawił na sprawdzony w boju skład – Podleśny, Jankowski, Urbańczyk, Surgut, Paolinetti, Krysiak i Podborączyński (libero). Co ciekawe, dzisiaj granatową koszulkę zawodnika libera przywdział również wracający po kontuzji ścięgna Achillesa Łukasz Kalinowski. Toruńscy kibice przywitali go na rozgrzewce ogromnymi brawami.
Podopieczni Marcina Krysia już od początku nie zamierzali pozostawić żadnych złudzeń kto dzisiaj będzie rządzić na parkiecie. Skutecznym blokiem i dobrą grą w ataku zbudowali sobie bezpieczną, sześciopunktową przewagę, którą sukcesywnie powiększali. Avia Świdnik grała jednak do końca, więc nie było czasu na rozprężenie. Tym bardziej, że każdy punkt w dzisiejszym spotkaniu ważył dużo – w play-offach gra toczy się do dwóch wygranych spotkań, a przegrywający odpadał z rywalizacji o wymarzony awans do PlusLigi. Warto dodać, że w środę zawody odbywały się bez sędziów liniowych, bowiem rozstawiony wokół parkietu był system challenge, z którego już w pierwszej partii skorzystali trenerzy obu drużyn. W obu przypadkach decyzja była jednak korzystna dla CUK Aniołów. Podobnie jak wynik seta – 25:16.
W drugim secie już przy stanie 5:2 dla Aniołów o przerwę prosił trener ekipy ze Świdnika. Od tego momentu goście zaczęli grać lepiej, odrobili straty, a nawet wyszli na prowadzenie. To był pierwszy tego dnia trudniejszy moment Aniołów. W jednej akcji nieudanie próbował kiwać Błażej Podleśny, w innej Luis Paolinetti zakończył atak w siatce, a Avia wykorzystała te błędy bezlitośnie. Dobry zespół poznaje się jednak po tym, że potrafi sobie w takich sytuacjach poradzić. Na ratunek nie raz wtedy przychodziły ataki na środku siatki.
Świdniczanie nie byli jednak bezbłędni. Mylili się w zagrywce, co wynikało z ryzyka, które było konieczne by złamać Torunian. Druga część gry była bardziej wyrównana, ale od połowy seta to zawodnicy w białych koszulkach wrócili do swojego rytmu gry. Duża zasługa w tym zagrywki Adama Surguta. Goście nie mogli sobie z nią poradzić i stracili dużo punktów w tym ustawieniu. Potem kibice podziwiali doskonałą serię Macieja Krysiaka i zjawiskowy blok pojedynczy Adama Surguta na 21 do 16. W końcówce na parkiecie pojawili się rezerwowi. Drugi libero, dzisiaj w białej koszulce, Łukasz Tynecki, który miał wzmocnić doraźnie przyjęcie, a także Jakub Skadorwa. Te decyzje obroniły się na parkiecie. Anioły wygrywały już 2:0.
CUK Aniołom nie pozostało nic innego jak domknąć to spotkanie i skupić się już na sobocie, ale jak to zwykło się powtarzać – faza play-off rządzi się swoimi prawami. Trzeba było wyjść na parkiet i być skupionym do samego końca. Avia podobnie jak w drugim secie sprawiła podopiecznym Marcina Krysia problemy, wychodząc nawet na dwupunktowe prowadzenie. Goście swoją zagrywką lawirowali na granicy błędu – piłka niejednokrotnie ocierała taśmę utrudniając przyjęcie Aniołom. Przy stanie 14:16 dla Avii trener gospodarzy zdecydował się na zmianę. Luisa Paolinettiego zastąpił Jakub Skadorwa, który od razu popisał się skutecznym atakiem, ożywiając toruńską publiczność. Dla niego to była doskonała okazja, aby pokazać swoją wartość trenerowi. Torunianie przed końcem wygrywali 19:17 i mieli tylko jedno zadanie do wykonania – za wszelką cenę dowieźć prowadzenie do końca. To się udało i CUK Anioły Toruń postawiły pierwszy krok w drodze do półfinału PLS 1. Ligi.
CUK Anioły Toruń – PZL LEONARDO Avia Świdnik 3:0 (25:16, 25:19, 25:21)