Przejdź do menu głównego Przejdź do treści

REKLAMA

Anna Matuszewicz: „Mamy fajne papiery na skakanie. Następnym razem będzie daleko”

Tokio na kilka dni stało się stolicą lekkoatletyki. Reprezentanci wielu krajów rywalizują w różnych dyscyplinach. Niestety z rywalizacji skoku w dal, po ogromnej walce odpadła torunianka Anna Matuszewicz. Anna przebywa jeszcze w Japonii, ale odpowiedziała na pytania naszego reportera Artura Stochli.

Anna Matuszewicz
Zdjęcie nadesłane przez Annę Matuszewicz.

Szacowany czas czytania: 02:41

Od soboty (13.09) trwają Mistrzostwa Świata Lekkoatletyczne w Tokio. Zawody odbywają się na niedawno (2020 rok) wybudowanym stadionie Japan National Stadium. W zawodach bierze udział ponad 2000 sportowców z około 200 krajów. Podczas tegorocznych mistrzostw zaplanowano 49 konkurencji, obejmujących m.in. biegi, skoki, rzuty, wieloboje oraz biegi maratońskie. Wśród sportowców nie mogło zabraknąć lekkoatletów z Polski. Jedną z nich jest Anna Matuszewicz z Torunia, która reprezentowała nasz kraj w rywalizacji w skoku w dal. Niestety eliminacje nie poszły po myśli torunianki. Pierwsza próba była spalona, w drugiej uzyskała 6,48 m. Trzecia próba również była spalona, co oznaczało, że jej najlepszy wynik to właśnie 6,48 m.

Skontaktowaliśmy się z Anną Matuszewicz, która wciąż przebywa w Japonii. To pierwsze jej zawody, o takiej randze w karierze i nie ukrywa, że pomimo przegranej, cieszy się, że jest w Japonii:

Teraz, jak już emocje opadły, to bardziej doceniam to, co udało mi się osiągnąć, bo to jest mój debiut na MŚ. Wiadomo, że apetyt był na więcej. Chciałoby się od razu dotrzeć do finału. Z takich suchych faktów — wynik, który dawał finał, był w zasięgu. (…) Niemniej wiadomo: to są eliminacje. To są tylko trzy skoki. To się wydaje, że to jest takie hop-siup, ale nie jest.

Matuszewicz traktuje swoje starty w eliminacjach jako dobrą lekcję. Jak sama podkreśla, wie co ma poprawić i nad czym musi popracować:

Wiemy, nad czym pracować. Wiemy, co musimy poprawiać. Ten sezon był arcydługi. Zaczęłam startować w styczniu, a skończyłam dopiero teraz, we wrześniu. To jest kilka naprawdę dobrych miesięcy skakania na wysokim poziomie. Z tego się cieszę, że forma była stabilna. (…) Jestem zadowolona. Kilka szczytów formy było. Wiem, na co mnie stać, ale muszę to pokazać na arenach międzynarodowych.

Torunianka przyznaje, że po zawodach zostaje niedosyt. Tym bardziej, że była blisko pobicia rekordu życiowego:

Od rekordu życiowego letniego skoczyłam tylko 14 cm bliżej. Gdyby każda dziewczyna skoczyła o 14 cm bliżej do życiówki, to do finału trzeba by było skakać około siedem metrów. Taki jest sport, ktoś odpaść musiał. Cieszę się, że tu jestem, to jest największy sukces. Trzeba mówić o tym głośno, że w tym roku były aż dwie Polki w skoku w dal na Mistrzostwach Świata.

Drugą dziewczyną, o której wspomina Matuszewicz jest Nikola Horowska, która podczas eliminacji w swoich dwóch mierzalnych skokach osiągnęła odpowiednio 6,32 m i 6,39 m. Niestety, rezultaty obu zawodniczek okazały się niewystarczające do awansu do finału. Mimo ambitnej walki, Polki zakończyły udział na etapie kwalifikacji.  Matuszewicz zajęła 18. miejsce, a Horowska 22. Warto wspomnieć, że przed nami wciąż sportowe emocje, bo drugim reprezentantem kraju z Torunia jest Adriana Brzeziński. Start męskiej sztafety 4×100 m, odbędzie się 20 września o godzinie 13:25 czasu lokalnego (w Polsce 20 września, godz. 06:25 rano). Trzymamy kciuki i życzymy powodzenia.

REKLAMA