Eksperci liczą owady zapylające. „Jeżeli ich zabraknie, to ucierpimy na tym wszyscy”
W województwie kujawsko-pomorskim trwa inwentaryzacja dzikich zapylaczy. Wyniki badań prowadzonych przez 35 ekspertów mają pomóc w ochronie bioróżnorodności.

Szacowany czas czytania: 01:27
Czy liczba owadów zapylających w województwie kujawsko-pomorskim spada? Jeśli tak, to dlaczego i jakie kroki można podjąć? Na te pytania będzie można odpowiedzieć po realizacji projektu dotyczącego ochrony bioróżnorodności. Zespół 35 ekspertów przeprowadza inwentaryzację tzw. „dzikich zapylaczy” na zielonych terenach Kujaw i Pomorza. Na podstawie ich pracy będzie można opracować rekomendacje dotyczące ochrony ekosystemów czy wdrożenia działań naprawczych.
Projekt rozpoczął się w tym roku i potrwa kilka lat.
Żeby coś chronić, musimy wiedzieć co mamy. Musimy zrobić taką inwentaryzację, żeby zorientować się jakich gatunków jest najwięcej, najmniej
– wyjaśnia Andrzej Sieradzki, dyrektor Nadgoplańskiego Parku Tysiąclecia i pełniący obowiązki dyrektora Gostynińsko-Włocławskiego Parku Krajobrazowego i dodaje:
Podejrzewamy, że jest to największy projekt w Europie. Mniejsze projekty są na pewno prowadzone, ale nie na taką skalę. Obejmujemy wszystkie parki krajobrazowe (dziesięć parków) naszego województwa.
Jak działania wyglądają w praktyce? Specjaliści wyposażeni są w specjalne siatki, za pomocą których łapią owady na określonym wcześniej terenie. Złapane i posegregowane owady trafiają do Uniwersytetu Łódzkiego i Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. Jakie gatunki owadów są badane?
To są muchówki, chrząszcze, ćmy, motyle i trzmiele
Co, jeśli okaże się, że owadów zapylających w naszym województwie jest coraz mniej?
Wtedy musimy, jako gatunek ludzki, bardzo poważnie zastanowić się, co dalej robimy. Jedna trzecia produkcji żywności to są właśnie te małe niepozorne owady. Jeżeli ich zabraknie, to ucierpimy na tym wszyscy
– podkreśla Sieradzki.