Felieton. Bagaż podręczny może popsuć nam wakacje
Nasz reporter Artur Stochla zaprasza na cykl wakacyjnych felietonów - opisujących przygody, doświadczenia i wakacyjne absurdy takie jak problemowy bagaż podręczny.

Szacowany czas czytania: 01:02
Bagaż podręczny
Kilka lat temu, kiedy leciałem do Maroko, mój lot został wstrzymany na kilka godzin z uwagi na podejrzaną zawartość walizki jednego z pasażerów. Okazało się, że gość, poza ubraniami, wypełnił walizkę po brzegi domowymi wyrobami: kaszanka, salceson, różne rodzaje kiełbas. Oczywiście podróż dla niego zakończyła się, zanim jeszcze się rozpoczęła, ale myślę, że to niesamowite, co ludzie potrafią brać ze sobą w walizce. Czasem na lotnisku można trafić na przeszkloną gablotę z gadżetami, które próbowano przetransportować w bagażu: buty ze skóry krokodyla, biżuteria z kości słoniowej… to jeszcze rozumiem. Natomiast wszelkiej maści noże i maczety to już wyższa szkoła jazdy.
Niestety, najczęstszą przyczyną jest dezinformacja. Człowiek, nabywając pewne rzeczy w danym kraju, pyta sprzedawców, czy może to zabrać ze sobą do kraju, a to, niestety, nie jest dobry wyznacznik. Celnicy też nie mają łatwego życia. Niedawno ktoś próbował wsiąść do samolotu, mając ze sobą wyniki analizy moczu zamiast dokumentów. Zdaniem celników zarzekał się, że Ana to jego córka, Liza to żona, a on jest Moczu.
Pozdrawiam serdecznie i z fartem!