Wiecie co? Po dłuższym namyśle stwierdzam, że plaża nad morzem nie jest dla każdego. Nie zamierzam teraz rozwijać się nad tym, czy ludzie zostawiają śmieci, czy też nie, chociaż wciąż mam nadzieję, że takich osób jest coraz mniej. Raczej chodzi mi o to, że potrzeba naprawdę sporego poświęcenia! Przecież na plażę nie można sobie pójść ot tak! Wszystko musi być dobrze zaplanowane! Trzeba wiedzieć, o której wstać, żeby tłumów nie było, przewidzieć pogodę i to, z której będzie wiał wiatr. Dodatkowo: czy bliżej morza, czy jednak bliżej smażalni ryb? Czy podłoże nadaje się do postawienia parawanu? Przecież dzień wcześniej ktoś mógł kopać w tym miejscu fortecę w piasku! Kto będzie naszym sąsiadem? Młodzi zakochani, rodzice z dziećmi, imprezowicze czy weteran dzikich plaż dla nudystów? To ja już chyba wolę miejską plażę. Morza nie ma, ale jak pogoda nie dopisze, to zawsze można zjeść pierniki. Zresztą, nie narazimy się na niepotrzebny stres.
Dzwonię ostatnio do jednego nadmorskiego kurortu i pytam, czy daleko mają do morza. Głos w słuchawce odpowiada, że mają rzut kamieniem do plaży. Ucieszyłem się i pytam, jaki jest adres. Na co recepcjonista odpowiada: na pewno pan rozpozna, to ten z powybijanymi szybami.
Artur Stochla