Przejdź do menu głównego Przejdź do treści

REKLAMA

Grypa atakuje mieszkańców. Rozmawiamy z lekarzem z Torunia

Sezon grypowy w pełni. Sanepid alarmuje: w styczniu w Toruniu i powiecie odnotowano ponad tysiąc przypadków grypy. Niestety, są także ofiary śmiertelne.

Grypa atakuje mieszkańców. Rozmawiamy z lekarzem z Torunia

Szacowany czas czytania: 01:30

W Toruniu i powiecie trwa szczyt sezonu grypowego. Jak wynika z najnowszych danych, w styczniu odnotowano w naszym regionie ponad tysiąc przypadków zachorowań na grypę. Niestety, trzy osoby przegrały walkę z chorobą. Dla porównania, w styczniu ubiegłego roku zarejestrowano ponad 1400 przypadków, jednak liczba zgonów była niższa – zmarła wtedy jedna osoba.

Jeszcze w grudniu ubiegłego roku w Toruniu i powiecie odnotowano zaledwie 250 przypadków grypy. Eksperci przypominają jednak, że oficjalne dane nie odzwierciedlają rzeczywistej liczby chorych. Wielu mieszkańców nie zgłasza się do lekarza lub nie wykonuje testów na grypę, przez co nie są uwzględniani w statystykach.

Czytaj też: Wodociągi inwestują setki milionów. Co się zmieni?

Grypa w Toruniu. Rozmawiamy z lekarzem z naszego miasta

Nasz reporter spotkał się z doktorem Sylwestrem Kleczką. To specjalista chorób wewnętrznych, specjalista medycyny ratunkowej, koordynator Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Specjalistycznym Szpitalu Miejskim w Toruniu.

Najczęstsze objawy grypy to wysoka gorączka, bóle mięśni i suchy kaszel.

Można w aptece kupić test i go wykonać. To proste, a możemy zdiagnozować chorobę już w domu. Jeżeli mamy jednak wysoką temperaturę (do 40 stopni) i bardzo silny kaszel, to zalecałbym jednak wizytę u lekarza rodzinnego.

Dr Sylwester Kleczka z Torunia przyznaje, że bagatelizowanie grypy może prowadzić do powikłań.

Jeżeli ktoś ma katar i stan podgorączkowy, to warto 2-3 dni pobyć w domu. Jeżeli ktoś przechodzi jednak grypę ciężko (wysoka temperatura, bóle mięśniowo-stawowe) to jest duże ryzyko powikłań.

Najczęstszym powikłaniem dla młodych osób jest zapalenie mięśnia sercowego. Mamy takich pacjentów. To są często osoby, które zlekceważyły poważne objawy, tłumiły je lekami, a funkcjonowały normalnie.

Przyznaje Kleczka, z którym rozmawiał nasz reporter Artur Stochla.

REKLAMA