Przejdź do menu głównego Przejdź do treści

REKLAMA

Horror w pięciu aktach. CUK Anioły przegrywają w hicie ligi

Do Torunia przyjechała PSG Stal Nysa, która w play-offach będzie jednym z głównych konkurentów naszych siatkarzy w walce o awans do Plusligi. CUK Anioły Toruń w ważnym spotkaniu po tie-breaku przegrały 2:3

fot. Paulina Prełowska

Szacowany czas czytania: 03:36

Hala SP28 była wypełniona po brzegi. Szlagier rozpoczął się w wymarzony sposób dla Torunian, którzy już na początku dzięki dobremu serwisowi Błażeja Podleśnego wyszli na prowadzenie. Goście z Nysy jednak pokazali, że dobrze przygotowali się taktycznie do tego spotkania. Stawiali potrójny blok przy atakach Macieja Krysiaka, sprawiali też problemy Luisowi Paolinettiemu, co szybko pozwoliło im odrobić straty, a nawet wyjść na chwilę na prowadzenie. Potem gra toczyła się punkt za punkt. Od początku było wiadomo, że rywalizacja będzie bardzo wyrównana i decydować będą punkty zdobyte w pojedynczych akcjach. Po jednym z ataków, gdy piłkę przez plecy od Błażeja Podleśnego otrzymał Luis Paolinetti i został zablokowany, trener Marcin Kryś wziął przerwę.

Wynik 17:17 gwarantował emocjonującą końcówkę. Anioły przegrywały już 21:23, ale najpierw pięknym atakiem popisał się Robert Brzóstowicz, a potem doskonale popracował nasz blok i straty zostały odrobione. Jednak to Stal Nysa miała piłki meczowe, trybuny drżały, a za każdym razem, gdy naszym zawodnikom udawało się uciec spod topora, na zagrywce trafiali w siatkę. To się zemściło – goście wykorzystali szansę i domknęli tego seta do 26.

Zawodnicy nie oszczędzali kibiców. Szlagier, w którym liczył się każdy punkt

Drugi set Torunianie też chcieli rozpocząć mocno, ale to goście z Nysy zbudowali 3-punktową przewagę wykorzystując błędy podopiecznych Marcina Krysia. CUK Anioły Toruń starały się gonić, ale nie potrafiły znaleźć recepty na dobry atak przeciwników. Dopiero blisko połowy tej części gry udało się dogonić rywali (10:10), a potem wyjść na chwilowe prowadzenie. Podopieczni Marka Lebedewa pokazywali jednak akcja po akcji, że tak dobrze dysponowanych przeciwników w hali SP28 w Toruniu jeszcze nie widzieliśmy.

Całe szczęście zawodnicy w białych koszulkach ze złotymi skrzydłami pokazali, że radzą sobie w trudnych momentach, tuż przed końcem seta odrabiając 2-punktową stratę, a potem wychodząc na prowadzenie 22:19, wykorzystując błędy w ataku Stali, połączone z dobrą taktyczną zagrywką Kamila Urbańczyka i skutecznością Luisa Paolinettiego. To wszystko spowodowało, że udało się dowieźć prowadzenie do końca i doprowadzić do remisu 1:1.

Wynik wyrównany. Pora na więcej

Remis oznaczał, że w trzecim secie „zabawa” zaczynała się od nowa. Obie drużyny znowu walczyły o wyjście na prowadzenie w całym spotkaniu. Anioły dość szybko uzyskały pięć punktów przewagi (12:7), co było dobrym prognostykiem na resztę seta. Pomagała w tym wyraźnie lepsza gra na zagrywce – asami popisali się Adam Surgut i Błażej Podleśny. Przy wyniku 18:11 nikt ani na moment nie myślał o poluzowaniu gry. Torunianie musieli utrzymać koncentrację i skuteczność – tak też się stało. Anioły wygrały tę partię 25:18 i były już tylko o jeden krok od zwycięstwa w tym spotkaniu.

W czwartym secie CUK Anioły Toruń szybko wskoczyły na odpowiednie obroty, wyrabiając sobie już na początku partii cztery punkty przewagi. Wystarczyło tylko utrzymać tempo. Stal Nysa jednak nie odpuszczała, jak na czołową ligę PLS 1. Ligi przystało i doprowadziła do remisu 9:9. Torunianie ani przez moment nie mogli dzisiaj czuć się bezpiecznie, a gra od tego momentu toczyła się punkt za punkt. Wszyscy wiedzieli co to oznacza – nerwową końcówkę, w której zwycięzca mógł być tylko jeden. Podopieczni Marcina Krysia mieli piłkę meczową przy stanie 24:23, której nie wykorzystali. Za to skutecznością dwie akcje później popisali się goście i doprowadzili do wyrównania w tym spotkaniu, co oznaczało tie-break.

Kto nie wygrywa 3:1… przegrywa 2:3

A w piątym secie nie ma miejsca na błędy – to sprint, a nie maraton, gdyż rywalizacja toczy się w nim do 15 punktów. Wypełniona do ostatniego miejsca hala SP28 wybuchała z radości po każdym zdobytym punkcie, doceniając trud swoich siatkarzy, którzy mieli dzisiaj naprzeciw siebie naprawdę mocną ekipę. Drużyna trenera Marka Lebedewa postawiła poprzeczkę tak wysoko, jak żaden inny zespół, który w tym sezonie przyjechał do Torunia. Rywalizacja do końca była bardzo wyrównana, ale to goście w decydującym momencie lepiej utrzymali nerwy na wodzy i wygrali to spotkanie 3:2.

REKLAMA