Przejdź do menu głównego Przejdź do treści

REKLAMA

Kobranocka świętuje swoje 40-lecie! Mariusz Składanowski rozmawia z „Kobrą”

W czwartek 27 listopada o 20.30 w CKK Jordanki odbędzie się rocznicowy koncert legendarnej toruńskiej formacji z udziałem wyjątkowych gości. Na scenie, obok jubilatów, pojawią się choćby Big Cyc, Abradab, Gutek i Maciej Balcar.

Szacowany czas czytania: 07:07

W czwartek 27 listopada o 20.30 w CKK Jordanki odbędzie się rocznicowy koncert legendarnej toruńskiej formacji z udziałem wyjątkowych gości. Na scenie, obok jubilatów, pojawią się choćby Big Cyc, Abradab, Gutek i Maciej Balcar.

Kobranocka powstała w Toruniu w 1985 roku i swoją przebojowością, punkową energią i oryginalnymi tekstami błyskawicznie zdobyła fanów w całym kraju. Sukces w Jarocinie, wysokie miejsca na listach przebojów i ponadczasowe hymny pokroju: „Kocham Cię jak Irlandię”, „List z pola boju”, czy „Hipisówka” sprawiły, że zespół ma trwałe miejsce w historii polskiego rocka. Ale ta historia jest ciągle żywa, dochodzą jej nowe fascynujące rozdziały (płyty), a zespół nieustannie koncertuje i podbija serca kolejnych muzycznych pokoleń. Można nawet stwierdzić, że Kobranocka jest na fali wznoszącej i przeżywa jeden z najlepszych okresów w swojej karierze.

Już w najbliższy czwartek 27 listopada w CKK Jordanki będzie okazja do wspólnego świętowania. Nie zabraknie kultowych hitów, porywającej scenicznej energii i wspólnego śpiewania ponadczasowych refrenów. Specjalnie na ten koncert zespół przygotował wyjątkowe aranżacje niektórych hitów, które wykona z plejadą znakomitych gości. Czeka więc nas w Toruniu unikalny muzyczny wieczór, którego nie można przegapić. Takie urodziny zdarzają się raz w życiu!

Na kilka dni przed koncertem nasze studio odwiedził lider zespołu Andrzej „Kobra” Kraiński, z którym rozmawiał Mariusz Składanowski. Posłuchajcie o rockowej długowieczności, roli Grzegorza Ciechowskiego, legendzie Jarocina, popularności „Irlandii” i gościach jubileuszowego koncertu.

Mariusz Składanowski: Dzisiejszym gościem Radia Gra jest Andrzej „Kobra” Kraiński, lider toruńskiego zespołu Kobranocka, który świętuje w tym roku swoje czterdziestolecie. Cześć, dzień dobry, witaj w Radiu Gra.

Andrzej „Kobra” Kraiński: Cześć, Dzień dobry. Dzień dobry. Wszystko, co powiedziałeś do tej pory jest prawdą.

Nie będę ci śpiewał rosiewiczowego czterdzieści lat minęło.

Nie, nie, dziękuję bardzo za rosiewiczowe.

Ale wynik, trzeba przyznać, robi wrażenie. My jeszcze jesteśmy z tego pokolenia, kiedy czterdziestka tak w ogóle w życiu oznaczała początek swego rodzaju kryzysu wieku średniego. U was o żadnym kryzysie nie ma mowy. Można wręcz powiedzieć, że od wielu lat na fali wznoszącej. Czyli wszystko idzie ku dobremu.

Również to jest prawda, co powiedziałeś. Sam jestem zaskoczony, bo wyobrażając sobie niekoniecznie siebie, ale generalnie ludzi będących w moim wieku, w którym teraz jestem, ale mam na myśli, kiedy sobie to wyobrażałem ze czterdzieści właśnie lat temu, no to tak bardziej kojarzyło mi się to z wychodzeniem na scenę, z laską, ewentualnie na wózku czy coś w tym stylu. Nie, nie myślałem o tym, co będę robił mając tyle lat i czy zespół przetrwa, czy nie, ale na pewno nie przypuszczałem, że będę miał cały czas kondycję. Być może nawet lepszą niż lata temu. Ale bez pewnością, zależy ile lat temu.

Trzeba też dodać, że czterdzieści lat temu to rock and roll, rock, punk and roll to były jeszcze ciągle młode twory muzyczne. I wtedy chyba nawet nie wyobrażaliśmy sobie, że tacy nasi idole jak Neil Young, który przed tygodniem obchodził osiemdziesiąte urodziny, Keith Richards za miesiąc osiemdziesiąte drugie i już w planach kolejna trasa koncertowa, czyli rock, rock and roll hartuje jednak.

Kolejna rzecz, która się w głowie nie mieści. Kiedyś, patrząc na mojego dziadka, który miał, już nie pamiętam ile, ale mniej więcej tyle, ile właśnie wymienieni przez ciebie ludzie. To no wyglądał troszeczkę inaczej niż wiadomo, że Jagger farbuje włosy i ma je dłuższe niż mój dziadek miał i tak dalej, ale no to jest jakiś kosmos. No rzeczywiście, mimo przyjętych substancji Richards chociażby cud, że żyje, a tu jeszcze dożywa takiego wieku i nic mu nie jest. Generalnie mam na myśli, że ludzie są mimo posiadania takiej samej ilości lat coraz młodsi. Tak się nam czasy na szczęście zmieniły i być może to też jest składową długowieczności moją i mojego zespołu.

Wiecznie młody Kobra, ale gdybyśmy wrócili do tego jeszcze młodszego. Wspomniałeś dosłownie przed chwilą, że nie wyobrażałeś sobie, że można do takiego czasu na scenie dotrwać. A co byś teraz powiedział temu Andrzejowi sprzed czterdziestu lat, który zakłada kolejny zespół, który gra trasy z Republiką i marzy też o swojej wielkiej karierze. Czy przed czymś byś go przestrzegł? Coś podpowiedział?

Chyba niekoniecznie. Przez wszystko, przez co przeszedłem, a niemało tego było, to chyba trzeba po prostu zrobić. Mówię o dobrych rzeczach zarówno, jak i złych, takich nierozerwalnych z rock and rollem. Mówię o używkach, o różnych tego typu rzeczach. Wszystko jest. Wszystko mam za sobą.

Wróćmy do prehistorii, do tych początków. „Fragmenty nietoperza”, „Nowomowa”, „Latający pisuar” to było to u progu Kobranocki. Przy okazji jubileuszu wiem, że często o to jesteście pytani, ale sam chyba też podkreślasz i deklarujesz, że była bardzo duża rola Grzegorza Ciechowskiego w ukształtowaniu ciebie muzycznie, ale i początkach zespołu. Chociażby tu dowód, wasza pierwsza płyta, na której chociażby Kombinat Republiki też się pojawił.

No tak, tysiąc pięćsetny raz powiem to samo, że gdyby nie Grzegorz, nie poznałbym Ordynata Michorowskiego, bo pod taką ksywką autor tekstów naszych pierwszych siedmiu płyt występował. A to dlatego, że Ordynat był psychiatrą. Jest nadal chyba. Ale wtedy na pewno był psychiatrą, dyżurującym w toruńskim szpitalu i przychodni psychiatrycznej na ulicy Mickiewicza, do dzisiaj istniejącej. Wiedziałem o nim, słyszałem już o nim znacznie wcześniej, bo Grzegorz miał z rok przede mną problemy z wojskiem, bo od tego się zaczęło, że dostałem zaproszenie do Wojska Ludowego, Wojska Polskiego w osiemdziesiątym czwartym roku, a Grzegorz zdaje się, że z rok wcześniej, w związku z czym z rok wcześniej poznał pana doktora. Pan doktor był znany z pisania dla zespołów studencko-turystycznych. Funkcjonowały zespoły takiego typu w Toruniu i okolicach, jak Grupa Toruń na przykład, dla której on głównie pisał teksty, starsi pamiętają.

W każdym razie Grzegorz skierował pośrednio mnie do niego dwa dni przed stawieniem się w jednostce wojskowej w oddziale moździerzy w Morągu, bo tam miałem się znaleźć. Byłem u Grzegorza, który skierował mnie, krótko mówiąc, następnego dnia miałem spotkanie już z panem doktorem. Wszedłem, nie musiałem nic mówić. Pan doktor pokazał na wskazał na kalendarz, na datę mojego stawiennictwa teoretycznego w wojsku i zapytał czy to jest pana data? Tak, to jest moja data. No i tam wstępnie zaczął coś pisać. No i dowiedziałem się, że mam depresję endogenną, jestem skierowany na oddział dzienny i tutaj  musiałbym z pół godziny opowiadać. Moja mama zaniosła kwity do wojska, do WKU, Wojskowa Komisja Uzupełnień to się nazywa, czyli ci, którzy mnie tam do tego wojska zaprosili, w cudzysłowie oczywiście. Mama przyszła z informacją, że zostanę przewieziony do wojskowego szpitala psychiatrycznego gdzieś tam, co mnie nie interesowało, w związku z czym byłem przygotowany na taką ewentualność.

Połknąłem sześćdziesiąt tabletek, które miałem w kieszeni i trzy dni byłem pod kroplówką . To naprawdę długa opowieść. Stamtąd trafiłem z powrotem do tego samego szpitala, również na oddział dzienny, a to polegało, że się szło na ósmą i o piętnastej się stamtąd wychodziło i jechało, szło do domu. Czyli nadal mi to dokładnie to samo groziło. Więc po, po to było trzeciego maja, kiedy po pierwszych truciach przewieziono mnie powrotem na oddział dzienny szpitala psychiatrycznego. 3 maj 84 rok, czyli dokładnie moje dwudzieste urodziny i zrobiłem powtórkę z rozrywki, ale stamtąd mnie już zawieziono na oddział zamknięty i spędziłem tam dwa tygodnie. Tam bliżej spotkaliśmy się z panem doktorem. To były całkiem inne czasy. Wtedy było normalne, że piło się wódkę na dyżurze.

CAŁEJ ROZMOWY POSŁUCHACIE PONIŻEJ:

 

REKLAMA