Przejdź do menu głównego Przejdź do treści

REKLAMA

Koniec marzeń o awansie. Niestety finał nie dla Aniołów

Niestety finał nie dla Torunia. CUK Anioły Toruń przegrały z BBTS-em Bielsko-Biała 0:3.

fot. PS

Szacowany czas czytania: 02:27

To było najważniejsze spotkanie CUK Aniołów w tym sezonie. Do Torunia po tygodniu przyjechał BBTS Bielsko-Biała, który w czwartek pokonał naszych siatkarzy 3:1. Niedzielne spotkanie było decydujące dla losów tej rywalizacji. Zwycięzca brał wszystko, czyli awans do wielkiego finału PLS 1. Ligi.

To był inny początek meczu niż przyzwyczaili nas do tego siatkarze Aniołów na własnym parkiecie. To BBTS dyktował warunki, a Torunianie gonili wynik i próbowali nadrobić dwupunktową stratę. Przeciwnicy jednak znaleźli pomysł jak powstrzymać naszych zawodników, a szczególnie Luisa Paolinettiego, który nie zdobywał punktów seriami. W ekipie trenera Krysia w ataku nie zawodził jedynie Maciej Krysiak, który dawał sobie radę zarówno pod siatką, jak i z drugiej linii. To on utrzymywał zespół w grze w trudnym momencie.

W końcówce seta Torunianie ruszyli w pogoń. Asami serwisowymi popisali się Robert Brzóstowicz i Luis Paolinetti, co pozwoliło zmniejszyć stratę punktową z czterech do dwóch oczek (20:22). W tym momencie zainterweniował jednak trener gości, próbując wybić z rytmu Brazylijczyka. Ten nie pomylił się na serwisie, ale chwilę później piłka po uderzeniu w blok naszych siatkarzy opuściła parkiet. To niestety napędziło przeciwników, którzy pewnie domknęli tego seta. To był jeden z najsłabszych setów CUK Aniołów Toruń w tym sezonie przed własną publicznością. Zabrakło zaciętości, ognia, pozytywnego nakręcania się po każdej akcji, które widywaliśmy dotychczas. Wszyscy kibice zgromadzeni w hali mieli nadzieję, że dzisiaj taki set już się nie powtórzy.

Na początku drugiego seta znowu w ataku widzieliśmy tę wersję Luisa Paolinettiego, do której nas przyzwyczaił, ale wtedy na zagrywce pojawił się Szymon Romać z BBTS, który dwa razy z rzędu zapunktował. To jednak nie zdeprymowało Aniołów. Brazylijczyk kontynuował pewną grę w ataku, a zespół wyraźnie odzyskał pewność siebie, którą prezentował w całym sezonie. Trwała zacięta rywalizacja punkt za punkt, aż tuż przed końcem seta Torunianie doprowadzili do wyrównania 24:24. Akcję później doskonałym pojedynczym blokiem popisał się Adam Surgut, ale pierwsza piłka setowa nie dała naszym siatkarzom zwycięstwa w tym secie. To czego nie potrafili zrobić gospodarze, zrobił BBTS po niesamowitym horrorze (31:33). 2:0 dla gości stało się faktem. CUK Anioły Toruń były pod ścianą.

Trzeci set niestety był kwintesencją całego tego spotkania. Gdy Torunianie kończyli doskonale akcję, BBTS za moment robił coś, co ucinało Aniołom skrzydła. W ten sposób trudno było im się napędzić i zdobywać kolejne punkty. Nawet w stykowych sytuacjach więcej szczęścia mieli goście i dość gładko zdobyli kolejny punkt setowy, co dało im zwycięstwo w całym spotkaniu z wynikiem 3:0.

Marzenia o awansie prysnęły, ale przed CUK Aniołami jeszcze walka o trzecie miejsce w lidze. Jednak po doskonałej rundzie zasadniczej, sami siatkarze mieli na pewno apetyty na coś więcej.

REKLAMA