Przejdź do menu głównego Przejdź do treści

REKLAMA

Leif Strömberg: W klubie panował bałagan. Nie widziałem poprawy

Leif Strömberg był trenerem KH Energa przez cztery miesiące. Teraz w mediach szwedzkich mówi o tym okresie i powodach odejścia z zespołu.

Leif Stromberg
(Foto: Magnus Lejhall)

Szacowany czas czytania: 01:38

Leif Strömberg zabrał głos na łamach portalu hockeysverige.se. Nie trzeba oczywiście dodawać, że nie był zadowolony z sytuacji w toruńskim klubie.

Podjęcie tej decyzji było niezwykle emocjonalne, ponieważ naprawdę polubiłem chłopaków. Klub zapowiedział poprawę, co moim zdaniem też się stanie, ale uważałem, że panuje zbyt duży chaos. Wszyscy pracujący w klubie, zawodnicy, pracownicy zaplecza, biura, walczą naprawdę zaciekle. Latem może być gorszy „przepływ gotówki”. Wtedy klub może nie być w stanie wypłacić wielu pensji w tym konkretnym okresie. Zamiast tego trzeba ciąć pensje, a dziś wszystko jest kontrolowane pod kątem kosztów. Potem pojawią się też problemy z pensjami tu i ówdzie w wielu klubach. To była jedna z rzeczy. Nie ja zarządzam klubem, ale myślałem, że panuje bałagan. Nie widziałem żadnej poprawy w tych kwestiach i dlatego podjąłem decyzję.

Nie zabrakło też miejsca na pozytywne słowa o hokeistach, którzy zaimponowali szwedzkiemu trenerowi.

– W tej drużynie jest mnóstwo talentu, a jednocześnie jest to bardzo młody zespół. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak podeszli do pracy, jak podeszli do tego, żebyśmy otwierali i zamykali lód z szybkością, a nie tylko stali i czekali na rozwój sytuacji. Nie chcę urazić innych trenerów w Polsce, podoba mi się poziom ligi, gdzie jest dobra szybkość i intensywność, ale jest wiele, wiele drużyn, które tylko bronią. Nie muszę mówić o narodowości trenerów.

– To, co zawodnicy napisali do mnie później, było niezwykle wzruszające i mogę powiedzieć, że popłynęła mi łza, a może i dwie. Klub zwariował, gdy zrezygnowałem i wróciłem do domu. Najpierw byli zszokowani, potem przeklinali, ale potem prawdopodobnie zaczęli myśleć. Nowy dyrektor klubu i ja podaliśmy sobie ręce i poszliśmy dalej. Chociaż chciał, żebym został, teraz są tam nowi ludzie

– podsumowuje Leif Strömberg.

 

REKLAMA