Przejdź do menu głównego Przejdź do treści

REKLAMA

Leki w toalecie, leki w Wiśle. Problem, który płynie do nas z całej Polski

Wielu z nas robi to bez większego zastanowienia. Konsekwencje mogą być jednak poważne.

Szacowany czas czytania: 03:25

Przeterminowane tabletki, niedopity syrop, resztki kropli czy maści, zamiast trafić do specjalnego pojemnika w aptece lądują w domowym koszu na śmieci albo w muszli klozetowej. Wydaje się, że to proste i szybkie rozwiązanie, ale w rzeczywistości taki gest uruchamia łańcuch zdarzeń, który kończy się… w Wiśle. A to oznacza, że problem nie dotyczy wyłącznie dużych miast, gdzie leki wpadają do kanalizacji, ale także Torunia, przez który Wisła płynie, niosąc ze sobą ślad po każdej nieodpowiedzialnej decyzji.

Kiedy wrzucamy lek do toalety, jego substancje czynne rozpuszczają się w ściekach. Trafiają następnie do oczyszczalni, ale większość instalacji w Polsce nie jest przystosowana do całkowitego usuwania farmaceutyków. Według badań oczyszczalnie w Polsce radzą sobie z paracetamolem, ale z pozostałymi substancjami jest gorzej. Cząsteczki ibuprofenu, diklofenaku, antybiotyków czy hormonów często przechodzą przez nie praktycznie w niezmienionej formie. Badania prowadzone na Wiśle i innych dużych rzekach w Polsce wykazały, że w wodzie można znaleźć dziesiątki różnych substancji leczniczych – w tym leki przeciwbólowe, antybiotyki, leki kardiologiczne czy nawet antydepresanty – w stężeniach od kilku do kilku tysięcy nanogramów na litr. Choć najgłośniejsze badania dotyczyły Warszawy, to warto pamiętać, że Wisła jest rzeką ciągłą – to, co znajdzie się w niej w stolicy, płynie dalej, także do Torunia.

Polscy badacze ostrzegają, że rocznie do naszego ekosystemu trafia nawet 10 tys. ton farmaceutyków. W badaniach sprzed 13 lat w wielu miejscach Wisły wykryto m.in. naproksen (maks. 850 ng/L) oraz diklofenak w większości próbek (w tym – obecność w 13 z 15 lokalizacji). W wodzie odnotowano też antybiotyki – metronidazol (136,2 ng/L), flubendazol, fenbendazol, enrofloksacyna, norfloksacyna, cyprofloksacyna (20–2745 ng/L w przypadku cyprofloksacyny, 30–442,8 ng/L dla norfloksacyny).

Tymczasem problem jest poważny nie tylko ze względów ekologicznych. Farmaceutyki obecne w środowisku wodnym mogą wpływać na zdrowie ryb, płazów i roślin, zaburzając ich rozwój i rozmnażanie. W przypadku antybiotyków dochodzi też do zwiększania zjawiska antybiotykooporności – bakterie w środowisku mają kontakt z niskimi dawkami leków, uczą się na nie odporności, a efektem może być osłabienie skuteczności leczenia ludzi w przyszłości, a także powstawanie tzw. superbakterii. Warto dodać, że potencjalnie bezpieczny lek dla ludzi środowiska, trafiając do oczyszczalni może się połączyć z inną substancją, stając się potencjalnie niebezpiecznym.

W Polsce istnieją trzy podstawowe sposoby, by pozbyć się niepotrzebnych leków w sposób bezpieczny. Można oddać je w aptece – wiele toruńskich placówek ma specjalne pojemniki na przeterminowane farmaceutyki. Można też zanieść je do Punktu Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych, gdzie przyjmowane są w każdej postaci – od tabletek po syropy i maści. Trzecim rozwiązaniem są okresowe zbiórki odpadów niebezpiecznych organizowane przez gminy. Tych trzech dróg warto się trzymać, bo wyrzucanie leków do kosza czy spłukiwanie ich w toalecie jest nie tylko szkodliwe, ale też formalnie zabronione.

Na Zachodzie problem ten został potraktowany dużo poważniej. W Szwecji każdy mieszkaniec ma obowiązek oddania niewykorzystanych leków w aptece, a system jest finansowany przez producentów farmaceutyków. We Francji działa krajowy program Cyclamed, który co roku zbiera kilkaset ton leków i przekazuje je do spalania w instalacjach wysokotemperaturowych. W Niemczech i Holandii oprócz aptek funkcjonują automaty do zbiórki farmaceutyków ustawiane w urzędach czy centrach handlowych, a kampanie edukacyjne przypominają o tym problemie kilka razy w roku. Dzięki temu w tych krajach odsetek leków wyrzucanych do kanalizacji jest kilkukrotnie niższy niż w Polsce.

Toruń, jako miasto nad Wisłą, powinien wyciągnąć wnioski z tych doświadczeń. Wprowadzenie lokalnych kampanii edukacyjnych, stworzenie ogólnodostępnej mapy punktów odbioru leków, a może nawet ustawienie w mieście automatów do ich zbiórki mogłoby realnie ograniczyć liczbę farmaceutyków, które finalnie trafiają do rzeki. Bo choć niewielka tabletka spuszczona w toalecie wydaje się niczym, w skali miasta, regionu i całej Polski tworzy toksyczny ślad, który płynie razem z nurtem Wisły – aż do Bałtyku.

REKLAMA