Przejdź do menu głównego Przejdź do treści

REKLAMA

Mariusz Składanowski o pierwszym dniu Festiwalu NADA. „Jest więcej i barwniej”

Mariusz Składanowski dzieli się swoimi przemyśleniami na temat pierwszego dnia Festiwalu NADA. Przeczytajcie koniecznie!

Szacowany czas czytania: 03:36

Festiwal NADA wystartował z wysokiego C. Już samo wejście sygnalizowało – jest więcej i barwniej, ale przy zachowaniu swoistej kameralności i przyjazności. Za sprawą oprawy (liczne leżaki, mini strefy), ale i wymarzonej wręcz pogody sprawiało to wrażenie rodzinnego pikniku. Zwłaszcza, że miało się wrażenie, że wszyscy wszystkich znają. Ale najważniejsza była muzyka…

Niestety przegapiłem Ofeliẹ, którą na szczęście widziałem niedawno na Męskim Graniu, więc festiwalową przygodę zacząłem od fenomenalnych Kosmonautów. Ci pochodzący z Bielska-Białej młodzi jazzmani z punkowym temperamentem każdym koncertem udowadniają, że muzyka jest jedna, bez konieczności szufladkowania. Pamiętajcie, jeżeli nawet słuchaliście „w przelocie”, będziecie się kiedyś chwalić, że załapaliście się na ich kosmiczny lot.

Emocje jeszcze nie opadły, a na dużej scenie swój występ rozpoczynała już Daria ze Śląska. Jaką drogę pokonała ta dziewczyna od czasu pierwszego występu na Nadzie kilka lat temu! Kibicuję jej od samego początku i z wielką satysfakcją mogę stwierdzić, że laureatka Nagrody Miasta Torunia im. G. Ciechowskiego spełniła pokładane w niej nadzieje. Nie tracąc nic z autentyczności, zaprzyjaźniła się ze sceną i swoimi intymnymi opowieściami zaczarowała publiczność. Wisienką na torcie był oczekiwany w Toruniu i gorąco przyjęty gościnny występ Małpy w „Skacz ze mną na bombę”.

Szybki marsz w stronę małej sceny i już po paru minutach wiadomo, o co tyle hałasu. Hubert. przyciągnął pod scenę nie tylko ekipę swoich największych fanów ubranych w stosowne koszulki, ale i, jak ja, ciekawych czym tak ” jarają się młodzi”. I nawet jeżeli to nie jest moja bajka i z rapu wolę wspomnianego Małpę, to trzeba przyznać, że: chwytliwość + autentyczność + sceniczny luz = sukces. Dzieciaki go uwielbiają, bo ciągle jest jednym z nich i wyśpiewuje co im w duszy gra.

Mojej duszy bliżej jednak do klimatów Nosowska/Król, więc z zapartym tchem śledziłem występ duetu, do którego mam szczególny osobisty stosunek. Z karierą Kasi równolegle rozwijała się moja dziennikarska przygoda i nasze drogi często się przecinały, Króla uwielbiam jeszcze od czasów jego UL/KR, co znalazło później odzwierciedlenie w kolejnej nagrodzie Ciechowskiego. Połączenie takich osobowości to jak wygrana w Lotto, zobaczyć ich na ostatnim w historii koncercie tego projektu to już kumulacja! Piękny, wzruszający, a momentami też zabawny koncert chwytający swoją bezpretensjonalnością. Do annałów klasyki koncertowych zagajek bez wątpienia przejdzie choćby opowieść Króla o nierównej walce z prowizoryczną wkładką do majtek… Aż trudno uwierzyć, że to już koniec. Na szczęście nie samego festiwalu…

Na występ brytyjskiego trio The Orielles czekałem już od wydanego 3 lata temu podwójnego albumu „Tableau”. Mroczna, oniryczna, momentami psychodelicznie transowa muzyka wciągała swoim klimatem. Nie ukrywam, że mam też słabość do śpiewających basistek (Kim Gordon, Kim Deal) i trzeba przyznać, że młodziutka Esme dała radę. Szkoda tylko, że toruńska publiczność lekko zlekceważyła ten występ, być może zbierając już siły przed finałowym koncertem Korteza.

A Kortez? Nieustająco mnie zaskakuje, jak udało mu się wymknąć z pułapki, w którą wydawało się, że nieuchronnie wpadnie. Wrażliwy outsider zbolałym głosem wyśpiewujący rozdzierające serce opowieści o rozstaniu i stracie. Ile takiego bólu jesteśmy w stanie znieść? DUŻO i jeszcze więcej! Potrzeba jednak mega wyobraźni i umiejętności, żeby zamiast odpowiednikiem Starego Dobrego Małżeństwa stać się kimś na miarę Bon Ivera połączonego z The XX. Okazuje się, że do Korteza można tańczyć, choć często to taniec ze łzami w oczach. Jakże wymowny w tym kontekście staje się choćby jego tekst „Naucz mnie tańczyć”. Na szczególną uwagę zasługują tu mistrzowskie aranżacje i genialne wręcz solowe występy towarzyszących mu muzyków. Piękny koncert godnie zasługujący na miano headlinera pierwszego dnia festiwalu.

A dzisiaj kolejne emocje i mega wzruszenia. Nie przegapcie, startujemy już po 17:00 od występu doskonałego toruńskiego Runo.

Mariusz Składanowski

REKLAMA