Odkodowujemy utwory z nowej płyty toruńskiego zespołu Half Light „ColorCode”
Na początku była idea. „Słowo” pojawiło się jako fundament, z którego wyłania się cały świat. To koncept rodzący się z ciszy – pierwsze drganie w pustce. Kolejnym etapem jest „Dźwięk”, czyli pulsująca energia, która daje rytm istnieniu, jak serce rozpędzające życie. Dopiero „Światłość” wprowadza kolor, umożliwiając odczuwanie i podziwianie rzeczywistości nie tylko umysłem, ale i zmysłami. Właśnie ta sekwencja – Słowo, Dźwięk, Światło – tworzy pełnię świata, w którym sens miesza się z emocjami, a konstrukcja staje się dostępna dla oka i duszy.

Szacowany czas czytania: 02:41
Słuchając nowego, „kolorowego” koncept-albumu toruńskiego zespołu Half Light, nie mogę się oprzeć refleksjom o harmonii Wszechświata. Przywołuje to także rozważania samego Isaaka Newtona, który zagadkowy biały promień słońca rozbił pryzmatem na siedem barw, wierząc, że każda z nich odpowiada jednej nucie w gamie. To był pierwszy w historii tak spektakularny mariaż nauki ze sztuką! Dziś, po stuleciach, zespół Half Light idzie o krok dalej. Ich „Color Code” to nie tylko muzyka – to precyzyjnie zaprojektowany kod dostępu do naszych emocji. Każdy utwór na albumie to inny kolor, inny odcień miłości, lęku, pożądania, nadziei czy euforii. I to nie jest płyta do słuchania w tle!
Od mrocznej „Czerni”, na miarę najlepszych płytowych openerów Depeche Mode, rozpoczyna się ta fascynująca podróż po tęczy kolorów i emocji – w stronę jasności. Przez namiętność w doskonałym „Czerwonym” i pożądanie w zmysłowym „Białym”, zatapiamy się w melancholii „Pożółkłego” czy głębi i spokoju „Niebieskiego”, przeżywamy dramat „Rdzawego”, łapiemy oddech w pełnym akceptacji i nadziei „Zielonym” czy ulegamy pokusie „Różowego”. Wszystko to prowadzi nas do jasnego finału. Ale pamiętajmy – to jest Half Light! Tu nie ma oczywistości i prostych rozwiązań, są za to niuanse, niedopowiedzenia i półcienie. Dlatego ta kolorowa odyseja kończy się na wieloznacznym „Żółtym”, który przestrzega, że to kolor życiodajnego słońca, ale i żrącego kwasu. Moc tych paradoksów najmocniej wybrzmiewa jednak w błyskotliwym „Czarno-białym” (z czym Wam się to kojarzy?).
Najmocniejszym fragmentem płyty jest jednak poruszający i tajemniczy „Purpurowy” (z tekstem: „abym mogła”!), który od dźwiękowej medytacji w stylu The Cure rozwija się do pełnego bólu, porywającego gitarowego finału na miarę Pink Floyd. To zresztą tylko jedna z wielu oszałamiających solówek Krzysztofa Marciniaka, który urasta do rangi giganta instrumentu. Jak zwykle muzyczny kręgosłup stanowią tu jakże wielobarwne kompozycje Piotra Skrzypczyka, na których Krzysztof Janiszewski może pokazać paletę swoich wokalnych możliwości. Wszystko to doskonale wyważone i zróżnicowane, także w warstwie tekstowej – tam, gdzie trzeba, panuje umiarkowanie i niedopowiedzenie w imię zasady, że czasami mniej znaczy więcej. Przez to intryguje i porusza, pozostając dziełem otwartym na wiele interpretacji.
Świadomie czy nie, zdaje się, że wszystkie ścieżki – od wyboru nazwy, poprzez czerń i półmrok wcześniejszych płyt – musiały ich doprowadzić do tego miejsca. „Color Code” to swoisty muzyczny pryzmat, który z 12 dźwięków i 32 liter maluje za pomocą 12 utworów całą tęczę ludzkiego doświadczenia. To muzyczny „kod kreskowy” ludzkiego życia, gdzie syntezatorowo-gitarowe brzmienia mienią się fioletem melancholii i neonową zielenią energii. Panie i Panowie, przed Państwem Half Light i ich muzyczne spektrum. Czas złamać ten kod. Zapraszam do słuchania i przeżywania!
Mariusz Składanowski
O rozszyfrowanie wszystkich 12 zawartych na płycie utworów poprosiliśmy samych wykonawców. Oto co powiedzieli nam Krzysztof Janiszewski, Piotr Skrzypczyk i Krzysztof Marciniak.