Prezes KH Energa Toruń: „To nieprawda, że mamy kilkumiesięczne zadłużenie wobec zawodników”
Z Marcinem Jurzystą, nowym prezesem KH Energa Toruń rozmawialiśmy o nagłym odejściu trenera, sytuacji z zawodnikami i kondycji finansowej klubu.

Szacowany czas czytania: 08:28
Ostatnio w toruńskim sporcie zawrzało z powodu nagłego zerwania kontraktu przez szwedzkiego trenera Leifa Strömberga, który odszedł z KH Energa Toruń. Władze klubu poinformowały kibiców, że nie mają się czym martwić i że na czas znalezienia nowego szkoleniowca obowiązki pierwszego trenera przejął tymczasowo Łukasz Podsiadło. Nie da się ukryć, że były trener zwracał uwagę na trudną sytuację w klubie. W swoich wypowiedziach podkreślał chaos organizacyjny, braki w komunikacji oraz niezadowolenie z warunków mieszkaniowych. Z jego słów wynikało również, że KH Energa Toruń zmaga się z problemami finansowymi. W związku z tym spotkaliśmy się z nowym prezesem KH Energa Toruń, Marcinem Jurzystą, żeby zapytać o kondycję i sytuację finansową klubu, o nastroje zawodników i o kierunek, w jakim toruński klub musi podążać.
Artur Stochla: Panie prezesie, na początku gratulujemy nowego stanowiska. Można powiedzieć, że ta funkcja zaczęła się dosyć niefortunnie, bo szkoleniowiec ze Szwecji postanowił odejść i zrobił to niespodziewanie. Czy były jakieś rozmowy z trenerem? Czy można było coś wyczuć, że planuje odejść w ten sposób? Sezon się rozpoczął i wszystkich to zaskoczyło.
Marcin Jurzysta, nowy prezes KH Energa Toruń: Dziękuję za gratulacje. Od tego może zacznę. Z ich przyjęciem wstrzymam się do końca sezonu i wtedy sobie albo pogratuluję, albo z niesmakiem spojrzę w lustro. Ta sytuacja z trenerem na pewno była zaskoczeniem, bo nie było żadnych sygnałów. Nie było też rozmowy. Jeszcze we wtorek po meczu z Tychami rozmawialiśmy normalnie, analizując mecz i zastanawiając się nad pewnymi ruchami, jeśli chodzi o skład na kolejne mecze. Tak naprawdę dostałem wiadomość dwie lub trzy minuty przed tym, jak opublikował swoje oświadczenie. Była to wiadomość, że cieszy się ze zmiany na stanowisku prezesa i że dobrze mu się ze mną współpracuje. Hokej zna takie sytuacje. Zgodnie z kontraktem powinien po prostu spotkać się ze mną i porozmawiać; zobaczylibyśmy, że pewne rzeczy byłbym w stanie rozwiązać albo naprawić. Dopiero gdyby środki mediacyjne zostały wyczerpane, za porozumieniem stron moglibyśmy się rozstać. Niestety mamy do czynienia z jednostronnym zerwaniem kontraktu, co jest przykre. Tym bardziej że, jeżeli przechodzimy do konkretów, trener wszystkie wypłaty otrzymywał w terminie. Klub nie miał zaległości wobec trenera. Mieszkanie, na które powoływał się w swoim oświadczeniu, to lokal, z którego korzystali wszyscy nasi poprzedni szkoleniowcy, a także część zawodników, i nikt nigdy nie zgłaszał roszczeń, pretensji ani uwag do jego stanu, łącznie z trenerem Strömbergiem. Pytałem go, czy warunki mu odpowiadają. Powiedział, że tak. Traktuję więc to raczej jako emocjonalną, nieprzemyślaną decyzję, być może podyktowaną dwoma porażkami: z Bytomiem i z Tychami u siebie. Być może te porażki uderzyły w ambicje trenera i nie przemyślał sprawy. To, jak się zachował, spowodowało, że nie widziałem już szansy na jego powrót do Torunia, nawet gdyby wyraził taką wolę. Nie chciałbym, żeby zawodnicy, reszta sztabu ani ja żyli w wiecznej niepewności, obawiając się, że przy kolejnym kryzysie emocjonalnym trener opuści klub. Dlatego nie wróci.
Artur Stochla: Czy wobec byłego trenera zostaną podjęte jakieś kroki? Na przykład kara finansowa za nagłe zerwanie kontraktu?
Marcin Jurzysta: Oczywiście istnieją zapisy dotyczące jednostronnego zerwania kontraktu, przewidujące kary finansowe. W przyszłym tygodniu spotkam się z radą nadzorczą klubu. To organ, o którym rzadko się mówi, ponieważ w rozmowach często powołuje się na mityczny zarząd, który w przypadku naszego klubu jest jednoosobowy, czyli prezes. Prezes ma jednak nad sobą radę nadzorczą; to między innymi nasi właściciele, w tym przedstawiciele gminy miasta Toruń. Będę z nimi rozmawiał o tym, czy egzekwować karę w pełnym wymiarze, czy w ograniczonym.
Artur Stochla: Nie ukrywam, że od pewnego czasu docierają do nas informacje, że klub ma problemy finansowe. Kibice zastanawiają się, czy pokłosiem odejścia trenera nie będzie to, że w trakcie sezonu któryś z kluczowych zawodników również odejdzie?
Marcin Jurzysta: Nie da się ukryć, że problemy istnieją. Jednak należy je oceniać w kontekście kondycji całego polskiego hokeja. Jeśli przyjrzeć się klubom Tauron Hokej Ligi, być może tylko dwa kluby nie mają podobnych trudności. Czytam komentarze kibiców i absolutnie nieprawdziwe są informacje, że mamy do czynienia z dwu, czy trzymiesięcznym zadłużeniem wobec zawodników. Na dzień dzisiejszy zadłużenie wynosi niecałe dwa tygodnie po terminie wypłaty, ponieważ wszystkie wcześniejsze wynagrodzenia zawodnicy otrzymali już dawno, a jedyna zaległa wypłata miała być uregulowana do 15 września. To jedyna wypłata, która jest obecnie niewypłacona; zostanie uregulowana w poniedziałek z powodu weekendu. Powiem tak: biorąc pod uwagę sytuację w polskim hokeju, gdyby ktoś zaproponował mi, że przez cały sezon będę co miesiąc wypłacał pensje z dwutygodniowym opóźnieniem, wziąłbym to po prostu w ciemno.
Artur Stochla: Czy istnieje realne zagrożenie, że zawodnicy odejdą?
Marcin Jurzysta: W tej chwili atmosfera w szatni jest moim zdaniem naprawdę bardzo dobra. To też zasługa tego, że się znamy. Nie jestem człowiekiem z zewnątrz, który przyszedł do klubu i którego chłopacy nie znają; wiedzą, że wcześniej tu pracowałem, że doświadczyłem problemów i że wiem, z czym to się je. Chłopacy mają ze mną dobrą komunikację, bo stawiam na to, by nie ukrywać żadnych problemów. Nie zamierzam ignorować telefonu, nie odpisywać na maile ani nie pojawiać się w szatni. Wręcz przeciwnie: uważam, że jeśli pojawiają się trudności, trzeba o nich szczerze rozmawiać. Patrzę więc optymistycznie. Oczywiście klub trzeba poprawić, zwłaszcza pod względem organizacyjnym i finansowym. Nad tym cały czas pracujemy. Jest naprawdę duże wsparcie. To nie jest tylko polityczna gadanina, jak niektórzy oceniają deklaracje prezydenta Gulewskiego, który już na pierwszym meczu zapowiedział, że w tym roku miasto chce poprawić sytuację klubu. Przypomnijmy, jest to jedyny klub sportowy będący spółką miejską, co generuje pewne zobowiązania miasta wobec klubu. Taką samą deklarację prezydent złożył zawodnikom w szatni przed meczem. Więc albo wszyscy wygramy tę bitwę, albo nie. Tu pojawia się rola kibiców, bo mogą oni być dużym sponsorem, pod warunkiem że będą chodzić na mecze. Czasem słyszę, że nasze bilety są drogie. Powiem brutalnie: ile miałby kosztować ten bilet? Wiem, że to może zabrzmieć jak krytyka innej najpopularniejszej dyscypliny w mieście, żużla, ale spójrzmy, ile kosztują bilety czy karnety na żużel. Przy ośmiu meczach w sezonie my mamy co najmniej dwadzieścia trzy mecze, więc kupując karnet, koszt biletu to około piętnastu złotych za mecz.
Artur Stochla: Panie prezesie, fakt, że sytuacja finansowa wymaga długofalowych rozwiązań i że jest Pan prezesem dopiero od trzech tygodni, jest oczywisty. Chciałem jednak zapytać o bardziej doraźne działania. Wiemy, że trenera już nie ma. Na chwilę obecną obowiązki pierwszego trenera pełni Łukasz Podsiadło. Czy już myśli Pan nad tym, kto mógłby poprowadzić naszych toruńskich zawodników?
Marcin Jurzysta: Tak, oczywiście, to nie będę ukrywał. Zresztą wielu, wielu kibiców wie, że, że gdzieś tam w trakcie pracy w klubie stałem za wieloma transferami i powiedzmy, że w tym kontraktami trenerów, bo tak naprawdę od czasów trenera Czucha, w każdym z tych procesów uczestniczyłem, wskazując swoich kandydatów. Mam zamiar teraz po prostu sobie te kandydatury przeanalizować, ewentualnie skontaktować się, dopytać jakieś szczegóły dotyczące wymagań tych kandydatów, a potem przejdziemy sobie do fazy bezpośrednich rozmów, bo to jest dla mnie jakby najważniejsze, żeby z tymi ludźmi już w tak wąskim gronem porozmawiać i na pewno ten trener się znajdzie.
A.S.: Trener Podsiadło nie mógłby objąć tego stanowiska?
Marcin Jurzysta: Docierają do nas sygnały i są to bardzo dobre sugestie. Miałem przyjemność obserwować karierę trenerską Łukasza Podsiadły od samego początku: kiedy zaczynałem pracę w klubie, on był jeszcze zawodnikiem. Widziałem moment, kiedy kończył karierę zawodniczą i zaczynał pracę jako trener. Współpracował w Toruniu z kilkoma szkoleniowcami, pracuje także z Sokołami. Z uwagi na liczne obowiązki nie chcę uniemożliwiać mu na przykład bycia asystentem w kadrze, bo to bardzo ważne doświadczenie. Polski hokej potrzebuje, aby nasi trenerzy zdobywali takie doświadczenie, tak żeby za kilka lat móc zatrudnić ich na wyższych stanowiskach. W tej chwili nikt nie miałby kto pracować z drużyną, a ponadto trener nie posiada jeszcze licencji typu A uprawniającej do prowadzenia drużyn ekstraligowych. Co prawda za około pół roku tę licencję otrzyma, ale jeszcze jej nie ma. Dlatego uzyskaliśmy oficjalnie od komisarz ligi Marty Zawadzkiej warunkową zgodę, aby do czasu znalezienia nowego szkoleniowca mógł stać w boksie i pracować jako pierwszy trener.
Artur Stochla: Kiedy możemy spodziewać się poznania nazwiska nowego trenera?
Marcin Jurzysta: Nie chcę podawać twardego terminu, bo wiem z doświadczenia, że negocjacje przebiegają różnie. Często rozmowy zaczynają się entuzjastycznie, ktoś deklaruje chęć, po czym pojawiają się detale finansowe lub inne kwestie. Podejrzewam jednak, że nazwisko poznamy do połowy października, może nawet ta osoba pojawi się tu wcześniej, jeśli wszystko dobrze pójdzie. Oczywiście decyzję będę podejmował nie autorytarnie; w procesie będą zaangażowani trener Podsiadło, dyrektor sportowy Robert Fraszko oraz osoba, która na toruńskim hokeju zjadła zęby i ma ogromne doświadczenie, czyli Przemek Bomastyk, nasz kierownik techniczny. To będzie grono, które przeanalizuje kandydatury nie pod kątem finansowo-biznesowym, lecz typowo sportowym. Muszę brać pod uwagę fakt, że zawodnicy przygotowywali się do sezonu, trenując w określonym stylu z trenerem ze Szwecji, reprezentującym inną szkołę trenerską. Istnieją pewne schematy i rozwiązania taktyczne, które ćwiczyli, więc trzeba dobrać takiego kandydata, aby nie zniweczyć ich pracy latem i aby oszczędzić czas niezbędny na aklimatyzację nowego szkoleniowca oraz dopasowanie drużyny do jego podejścia.