Toruński astronom zdradził nam, o której pojawi się pierwsza gwiazdka!
Astronom Jerzy Rafalski był gościem Toruńskiego Kalejdoskopu. W rozmowie zdradził nam, o której widoczna będzie pierwsza gwiazdka i czym mogła być Gwiazda Betlejemska.

Szacowany czas czytania: 03:10
Tradycja świąteczna
Jednym z najbardziej charakterystycznych i wzruszających momentów Wigilii Bożego Narodzenia jest wypatrywanie na niebie pierwszej gwiazdki. Zwyczaj ten od pokoleń obecny jest w polskiej kulturze i stanowi symboliczne rozpoczęcie wieczerzy wigilijnej. Choć dziś ma głównie rodzinny i uroczysty charakter, jego korzenie sięgają zarówno tradycji chrześcijańskiej i związany jest z Gwiazdą Betlejemską, która, zgodnie ze Starym Testamentem, doprowadziła ludzi do miejsca narodzin Jezusa.
Okazuje się, że ponad 2000 lat temu na niebie miało miejsce niezwykłe wydarzenie, które, zdaniem astrologów i historyków, pasuje do opisu Gwiazdy Betlejemskiej. Według naukowców Gwiazda Betlejemska jest niezwykle rzadkim zjawiskiem związanym z nietypowym ułożeniem planet. Szczegóły przedstawił nam astronom Jerzy Rafalski:
Astronomowie znaleźli nieprawdopodobne wydarzenie w czerwcu drugiego roku przed naszą erą. No proszę sobie wyobrazić, Jowisz i Wenus zbliżały się do siebie. No dobra, no to mędrcy traktowali jako ważny znak. Jowisz to najważniejszy bóg, Wenus to najważniejsza bogini Isztar. Isztar i Marduk zbliżyły się do siebie. No fajnie, takie zbliżenia zdarzają się raz na kilka, kilkanaście lat. Kolejny wieczór jeszcze bliżej, aż w końcu następuje siedemnasty czerwca. Wieczorem nad zachodnim horyzontem dwie najjaśniejsze planety zlewają się w jeden punkt i całe zjawisko trwa właściwie krótko, do zachodu tych planet. Mędrcy dobrze widzieli zbliżenia planet, to się zdarza, ale żeby zlały się w jeden punkt? To jest nieprawdopodobne. My w komputerach dzisiaj możemy odtworzyć to wydarzenie z siedemnastego czerwca drugiego roku przed naszą erą. Nieprawdopodobne wydarzenie, złączenie dwóch najjaśniejszych planet na niebie. Krótkie zjawisko, bo trwało tylko jeden wieczór. No więc jeżeli mamy szukać jakichś znaków z nieba płynących, no to nie ma silniejszego znaku i wydaje się, że to właśnie zlanie się dwóch jasnych planet w drugim roku przed naszą erą mogło wywołać jakieś skojarzenia.
Pierwsza gwiazdka na niebie
Skoro wiemy już, co pojawiło się na niebie ponad 2000 lat temu, to zapytaliśmy Jerzego Rafalskiego również o to, o której, zgodnie z tradycją, możemy zasiąść do wigilijnego stołu i czego wypatrywać na toruńskim niebie?
Astronomowie ogłaszają, że około godziny szesnastej powinny pojawić się dwie. Dwie, bo mają identyczną jasność i właściwie powinny pojawić się w tym samym momencie. Jedna na zachodzie, druga na wschodzie. A więc właściwie wszyscy możemy sobie popatrzeć, bez względu na to, w którą stronę mamy skierowane okna. Ci, którym okna mają skierowane na wschód, niech wypatrują Kapelli. Ona pojawi się około szesnastej, gdzieś tam na wschodzie, może lekko w stronę północy przesunięta. W każdym razie o szesnastej powinna zabłysnąć, ale na zachodzie pojawi się Wega, bardzo podobna gwiazda, też w tym samym momencie. A z kolei dobrym testerem pogody będzie Księżyc. Pojawi się na południu, a więc pomiędzy tymi gwiazdami, w postaci wąskiego sierpa, a więc już po zachodzie słońca, a może nawet przed zachodem słońca. Może uda nam się zobaczyć wąski sierp Księżyca nisko nad horyzontem i wtedy będziemy wiedzieli już, jak rozkładają się kierunki świata i jak rozkłada się pogoda, czy gdzieś tam chmury płyną, czy gdzieś mgły się pojawiają. Tak więc Księżyc będzie dobrym testerem i wprowadzeniem. A potem o szesnastej, no właśnie, przyklejamy nosy do szyby.
Całość rozmowy w ramach Toruńskiego Kalejdoskopu znajdziesz poniżej. Z toruńskim astronomem Jerzym Rafalskim rozmawiał nasz reporter Artur Stochla.