Wspominamy „toruńskie” finały. Nowe otwarcie i medal w 2007 roku [KONKURS]
Żużlowcy PRES Toruń szykują się do meczu z Motorem Lublin, a my wspominamy poprzednie finały w erze zawodowej Speedway Ekstraligi. Dzisiaj pora na 2007 rok, w którym jechaliśmy jako Unibax Toruń. Mamy do rozdania również podwójną wejściówkę na pierwszy mecz na Motoarenie!

Szacowany czas czytania: 05:57
Mariusz Składanowski z Radia GRA pracował w trakcie meczu w Toruniu. Przeczytajcie jak wspomina tamten okres i pojedynki z Unią Leszno.
Niewielu pewnie pamięta, że pierwsze zawody żużlowe w Toruniu rozegrano już 95 lat temu, a dokładnie 50 lat temu awansowaliśmy do najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce i od 1976 roku, tylko z krótkim pierwszoligowym epizodem (2020), ścigamy się w gronie najlepszych. Pokolenia wiernych kibiców, żużlowe ikony, niezapomniane emocje, tragedie i sukcesy, 4 tytuły mistrzowskie i pamiętne, nie zawsze szczęśliwe dla nas, finały. I choć w samym tylko XXI wieku obywały się mecze, które miały gatunkowy ciężar finału (2001 z Wrocławiem, 2003 z Częstochową, kiedy to o tytule decydowała tabela po całym sezonie), to w ramach profesjonalnej Speedway Ekstraligi, obowiązującej od 2007 roku, uczestniczyliśmy w pięciu finałowych dwumeczach. To fascynująca historia pełna wzlotów i upadków. W oczekiwaniu na tegoroczne finałowe starcia z Motorem Lublin, przypomnijmy te historyczne już finały. Dzisiaj pora na ten pierwszy z pięciu, w którym „Anioły” pojechały pod nazwą Unibax Toruń.
Sezon 2007. Unibax Toruń – Unia Leszno
Po trudnym 2006 roku, kiedy to borykając się z kryzysem finansowym w klubie, tylko cudem (po barażach) utrzymaliśmy się w elicie, nastąpiła wyczekiwana zmiana. W listopadzie 2006 roku stery w klubie przejął jeden z najbogatszych Polaków, Roman Karkosik i pod nowym szyldem „Unibax”, sezon 2007 miał być nowy spektakularnym otwarciem dla klubu i kibiców. Mimo ograniczonego czasu na działanie, nowy team pod kierownictwem Wojciecha Stępniewskiego i Jacka Gajewskiego skompletował skład, który dawał nadzieję na walkę o najwyższe cele. Wracający po latach Ryan Sullivan i waleczny Robert Kościecha, ulubieniec publiczności Wiesław Jaguś, doskonali młodzi wychowankowie Arian Miedziński i Karol Ząbik (ciągle jako junior), uzupełnieni przez Mateja Żagara i Alesa Drymla oraz juniorów: Alana Marcinkowskiego, Damiana Celmera i Damiana Stachowiaka – gwarantowali nie tylko emocje, ale i upragnione wygrane. I tak rzeczywiście było: KST Unibax Toruń wygrał runę zasadniczą, notując tylko 3 porażki.
Po ćwierćfinałowym spacerku z Unią Tarnów (107:78 w dwumeczu) i nadspodziewanie zaciętym półfinale z Atlasem Wrocław (92:87), przyszedł upragniony finał z Unią Leszno. Co ciekawe, obie drużyny spotkały się już na inaugurację sezonu, kiedy to na stadionie przy Broniewskiego Unibax wygrał 49:44 (nietypowy wynik przez stosowaną wtedy instytucję tzw. Jokera). Na zakończenie rundy zasadniczej w Lesznie ponownie lepsi okazali się żużlowcy z Torunia. Finał rządzi się jednak swoimi prawami.
Ten pierwszy odbył się 30 września w Lesznie. Pamiętam ten dzień, wypełniony po brzegi Smoczyk, efektowna oprawa (złote folie i confetti) i ogłuszający doping – to było coś, co miało ponieść Leszno po oczekiwany od 18 lat tytuł. Na szczęście kibiców z Torunia także nie brakowało i w ilości ok. 3 tysięcy mocno dopingowaliśmy Anioły. Toruń, jak przez sporą część sezonu, w finale musiał sobie radzić bez kontuzjowanego Kościechy, do składu Leszna wrócił za to po urazie Jarosław Hampel. Jak wielkie panowało napięcie, świadczył choćby bieg 4, kiedy to w taśmę wjechał ulubieniec miejscowych, Leigh Adams. Niestety dla nas, genialne zawody objechał wówczas Damian Baliński (13+1), a niewiele mniej zdobyli: Krzysztof Kasprzak (11+1) i Adams (10+2). U nas na swoim poziomie pojechali: Jaguś (12), Ząbik (9+2) i Sullivan (9), zabrakło za to punktów Zagara (1) i Drymla(0). Ostatecznie, gospodarze wyraźnie wygrali 49:41, a leszczyńscy kibice z radości odpalili czerwone race. Nam, wracającym w nocy do Torunia, pozostawała jeszcze nadzieja, że 8 punktów jest do odrobienia.

Tydzień później, 7 października, wypełniony po brzegi stadion przy Broniewskiego (ponoć sprzedano 18 tysięcy biletów!) tak był naładowany emocjami, że była obawa, że eksploduje. Po ostatnich latach posuchy, oczekiwania były tak wielkie, że miało się wrażenie, że miasto zamarło na tych kilka godzin. Pamiętam to doskonale, bo z ekipą Radia Gra prowadziliśmy przedmeczowe animacje. Na długo przed pierwszym wyścigiem czuło się wyjątkowe napięcie i obawy, które potęgowały wymuszone roszady w składach. W Unibaxie nadal brakowało Kościechy, a w miejsce Alesa Drymla (startował tego dnia w Zlatej Prilbie) awaryjnie trzeba było zakontraktować Steve’a Johnstona, Unia natomiast za Hampela stosowała zastępstwo zawodnika. Toruńscy kibice zaniemówili już po pierwszym wyścigu. Wielu już przed startem biegu młodzieżowego dopisywało trójkę pod nazwiskiem Ząbik, a tu niemiłą dla nas niespodziankę sprawił Adam Kajoch, wyprzedzając torunian.
Totalny wstrząs nastąpił za to w drugim wyścigu, kiedy to Unia wygrała 5:1 i w dwumeczu miała już 12 punktów przewagi. Kolejne wyścigi nie poprawiły sytuacji, a pierwszy promyk nadziei pojawił się w 7. gonitwie, kiedy to z taktycznej za Johnstona pojechał Sullivan i wspólnie z Jagusiem przywieźli 5:1. Po 8. biegu udało się doprowadzić do remisu 24:24, ale do odrobienia została jeszcze strata z pierwszego meczu. Kolejne wyścigi to jak wymiany w walce bokserskiej wagi ciężkiej. Cios za cios, jak jedni wychodzili na 2-punktowe prowadzenie, drudzy zaraz to odbijali. Były upadki, wykluczenia i kontrowersje (wykalkulowana taśma Pavlica, żeby wprowadzić Batchelora). A emocje buzowały coraz mocniej i to nie tylko w parku maszyn. Niektórzy kibice tego wyraźnie nie wytrzymywali, były nie tylko wyzwiska, ale i próby wtargnięcia naszych do sektora gości. Nasze apele (spikera i prowadzących) niewiele pomogły, interweniować więc musiały nie tylko służby, ale i… Robert Kościecha.

Wreszcie sytuacje udało się opanować. Przed nominowanymi na tablicy wyników widniał remis i tylko podwójne zwycięstwa w ostatnich wyścigach dawały nam złoto. Niestety, marzenia prysły już w 14 wyścigu, kiedy to, co prawda, wygrał Miedziński, to jednak bezbarwny Zagar przyjechał na końcu stawki. Remis oznaczał jedno – po 18 latach złoto wróciło do Leszna, a my musieliśmy zadowolić się srebrnym medalem. Po eksplozji radości w obozie gości, dopiero po dłuższej przerwie udało się objechać ostatni wyścig, w którym to przybitych torunian Unia przywiozła na 4:2, wygrywając ostatecznie 46:44. Jak się później okazało, na rewanż nie musieliśmy długo czekać i na koniec sezonu 2008 w decydującym dwumeczu ponownie spotkały się ekipy z Torunia i Leszna, ale to już zupełnie inna historia, do której niedługo wrócimy.
Zdjęcia za zgodą i dzięki uprzejmości fotografa Łukasza Trzeszczkowskiego.
Wygraj bilety na finał!
W ramach odliczania do dwumeczu z Motorem Lublin przypominamy poprzednie pojedynki finałowe w erze Speedway Ekstraligi. Każdego dnia mamy dla Was podwójny bilet na pierwszy mecz finału, który odbędzie się 21 września. Wystarczy odpowiedzieć na pytanie: Jaki jest Twoje ulubione wspomnienie z meczu żużlowego? Wybierzemy najlepszą opowieść i odezwiemy się do zwycięzcy.
Zgłoszenia do końca weekendu wysyłamy za pośrednictwem poniższego formularza: