Zalia na Piernikaliach 2026. Opowiedziała nam o Męskim Graniu i toruńskiej Starówce
Za nami kolejne toruńskie Piernikalia 2026. Jedną z gwiazd tegorocznego święta studentów Uniwersytetu Mikołaja Kopernika była Zalia. Artystka, która przebojem wdarła się na polską scenę popową, tuż po swoim energetycznym koncercie podzieliła się z nami emocjami związanymi z nadchodzącą trasą Męskiego Grania, zdradziła swoje podejście do TikToka oraz opowiedziała o swoich skojarzeniach z Toruniem.

Szacowany czas czytania: 04:48
„Czuję się, jakbym siedziała na tyle autokaru”
Dla Julii Zarzeckiej (Zalii) rok 2026 to czas absolutnego przełomu. Oficjalne ogłoszenie jej jako jednej z twarzy Męskie Granie Orkiestra 2026 – obok Vito Bambino i Igo zelektryzowało fanów. Jak sama przyznaje, to spełnienie jej największych muzycznych marzeń.
– To jest niesamowite. Męskie Granie było dla mnie marzeniem największym na horyzoncie, jeśli chodzi przede wszystkim o granie właśnie w grupie, tworzenie składu Orkiestry. To było moje marzenie od zawsze –
mówiła wyraźnie poruszona Zalia.
Artystka nie kryje zachwytu nad swoimi scenicznymi partnerami, z którymi złapała natychmiastową artystyczną chemię.
– To, że robię to w ogóle z Vito i z Igorem, to kolejny temat. To są naprawdę wspaniali ludzie, z którymi ja się czuję, jakbym siedziała na tyle autokaru. Myślę, że jak ktoś kiedyś siedział na tyle autokaru, to wie, o czym mówię. To dwóch wspaniałych artystów, tekściarzy, muzyków. Czuję się tam cudownie, jak ryba w wodzie i nie mogę się doczekać lata.
Mimo że przygotowania ruszyły pełną parą, wokalistka wciąż przetwarza ten sukces w głowie.
– Myślę, że dopiero jak będą te oklaski i zrobię ten przysłowiowy krok na scenę przed pierwszym koncertem orkiestry, to poczuję, że rzeczywiście w tym jestem. Na razie jestem trochę odrealniona, to do mnie jeszcze nie dociera. Pamiętam, jak z Vito rozmawialiśmy w zeszłym roku, że fajnie by było razem pojechać w trasę. Najpierw pojechaliśmy w jego trasę, a potem okazało się, że jesteśmy razem w Męskim Graniu!
TikTok jak darmowy baner przy autostradzie
Oficjalny singiel tegorocznej edycji Męskiego Grania bije rekordy popularności. Jaką rolę odegrały w tym media społecznościowe? Kluczową. Zalia otwarcie przyznaje, że to ona była motorem napędowym internetowej promocji utworu, zmuszając starszych kolegów do sieciowej aktywności.
– Myślę, że dużą zasługą tego sukcesu jest TikTok. Nie ukrywam, że ciągnęłam chłopaków za fraki, żebyśmy ponagrywali różne rzeczy do tej piosenki. Ten numer niesamowicie rozszedł się w internecie właśnie dzięki tym nagraniom
– tłumaczy Zalia i od razu kieruje ważny apel do młodych artystów:
– Nie bójcie się używać TikToka i social mediów! Ja też nie jestem profesjonalistką w tym wszystkim od urodzenia, cały czas się uczę. Porównuję to do takiego darmowego baneru, który masz przy autostradzie: albo możesz go wykorzystać, albo nie.
Dzięki organicznym zasięgom i krótkim wideo, utwór zyskał drugie życie poza tradycyjnymi platformami streamingowymi czy radiem. – Ludzie zaczęli wychwytywać tę piosenkę nie stricte ze streamingów i YouTube’a, ale zaczęli ją organicznie wyszukiwać po filmikach, które nagraliśmy – podkreśla wokalistka.
Życie w warszawskiej bańce
Mimo rosnącej fali popularności, milionowych odtworzeń i statusu jednej z najpopularniejszych artystek młodego pokolenia w Polsce, Zalia twardo stąpa po ziemi. Jak sama mówi, przed „sodówką” chroni ją codzienne otoczenie i fakt, że nie opuściła swoich rodzinnych stron.
– Nadal żyję trochę w swojej bańce. Przez to, że mieszkam w Warszawie, w zasadzie na tej samej dzielnicy, na której mieszkałam jako dziecko, cały czas czuję się, jakbym była w swoim światku z liceum i ze studiów. Do mnie te wielkie rzeczy do końca chyba nie dopływają tak, jak do innych. Ale cieszę się z tego i bardzo to doceniam. Im mniejszymi kroczkami to do mnie przychodzi, tym bardziej to dostrzegam i widzę, że dzieje się to na coraz większą skalę. Staram się być w stałym kontakcie ze swoim fanbasem, ale nie mam poczucia nagłego „bum”. Pracuję na to bardzo długo i może dlatego trochę w to wszystko nie dowierzam.
Toruń bez pierników? „Jest mi autentycznie przykro”
Podczas rozmowy nie mogło zabraknąć lokalnego, toruńskiego akcentu. Zalia przyjechała na Piernikalia UMK już po raz kolejny, jednak tegoroczna wizyta – z powodu napiętego grafiku koncertowego okazała się wyjątkowo krótka.
– Jezu, ja uwielbiam rynek toruński! Jestem w Toruniu już chyba szósty raz i… to jest pierwszy raz, kiedy nie byłam na rynku. I pierwszy raz, kiedy nie kupiłam swoich ulubionych pierników. Jest mi autentycznie przykro – wyznała z żalem artystka.
Piosenkarka z rozbrajającą szczerością opowiedziała o swoim szalonym pomyśle na zdobycie lokalnych przysmaków o świcie:
– Zastanawiałam się nawet, czy nie napisać do tej pani, u której zawsze kupuję, bo mam swoje jedne ulubione. Myślałam, czy nie można odebrać pierników jakoś o szóstej rano! Stwierdziłam jednak, że to będzie trochę faux pas pisać do kogoś, żeby zrywał się o szóstej… Liczyłam, że może jakaś fabryka pierników otwiera się tak wcześnie, ale raczej wątpię, a my rzeczywiście szybko stąd wyjeżdżamy.
Mimo braku tradycyjnych zakupów, Toruń w pamięci Zalii wciąż pozostaje miejscem magicznym.
– Toruń zawsze kojarzy mi się z przepięknym rynkiem, z piękną pogodą, bo miasto zawsze wita mnie słońcem, z bardzo dobrym jedzeniem, piernikami, które uwielbiam, i oczywiście z piernikowym latte – podsumowała z uśmiechem gwiazda tegorocznych Piernikaliów.
Mamy nadzieję, że podczas kolejnej trasy koncertowej Zalia znajdzie dłuższą chwilę, by nadrobić piernikowe zaległości na toruńskiej starówce. Tymczasem, do zobaczenia pod sceną Męskiego Grania!